Mama też może mieć czas dla siebie

by Moni

Kiedy napi­szę Wam, że nigdy nie chcia­łam mieć dzieci uwie­rzy­cie mi ? Tak, to prawda. Byłam osobą, która miała swoje prio­ry­tety, marze­nia, wizje i była trochę egoistką. Jednak z biegiem lat, zaczę­łam sobie uświa­da­miać, że bycie mamą, pomimo, że absor­bu­jące, może nie wnie­sie takiego spusto­sze­nia do mojego życia jakby mogło się wyda­wać. Mówią, że do rodzi­ciel­stwa nie można dojrzeć, ja się z tym nie zgodzę. Zostałam mamą w momen­cie w którym zaczę­łam okre­ślać ważne aspekty mojego życia i drogę, którą chcę iść. Początkowo bałam się, że nie będę miała czasu dla siebie, swoich pasji, dla męża. Bałam się, że nasze życie zmieni się na gorsze. Nawet nie macie poję­cia jak bardzo się myli­łam.

Kiedy urodził się Leon, pierw­szy miesiąc był bardzo ciężki. Uczenie się siebie nawza­jem, ucze­nie się nowej roli mamy i taty. Potem poja­wiały się pierw­sze skoki rozwo­jowe. Czasami byłam sfru­stro­wana tym, że nie mam kiedy złapać za aparat. Byłam zła, że to co lubię robić musiało zejść na drugi plan. Jednak, nie prze­sta­wa­łam sobie powta­rzać, że to kiedyś minie, że będzie lepiej a ja nie zdążę się obej­rzeć a Leon zacznie stawiać pierw­sze kroki. I z ręką na sercu, mogę powie­dzieć, że było coraz lepiej. Miałam czas na wszystko. Może czasami zdarzało się, że zamiast wyle­gi­wa­nia się w wannie był tylko szybki prysz­nic, albo zamiast zrobie­nia domo­wego spa musiało mi wystar­czyć umycie twarzy i zębów. Ale nie zamie­ni­ła­bym tego czasu na nic innego.

Bycie mamą Leona nauczyło mnie jednej ważnej rzeczy, że na wszystko przy­cho­dzi odpo­wied­nia pora. Nie musia­łam rezy­gno­wać ze swoich pasji, tylko troszkę prze­su­nąć ich reali­za­cję w czasie. Wcześniej miałam mnóstwo czasu a często nie potra­fi­łam wyko­rzy­stać go ma maksa. Teraz nie mam czasu w ogóle a nawet w najbar­dziej inten­sywny dzień jestem w stanie wcisnąć czas dla siebie, na robie­nie zdjęć, na pisa­nie tekstu na bloga. Nie mogę napi­sać, że jestem mistrzy­nią orga­ni­za­cji. Zostałam mistrzy­nią olewa­nia tego co mało istotne. Staram się robić to co w tym momen­cie jest dla mnie na pierw­szym miej­scu, reszta czeka na lepszy moment. Podam Wam przy­kład.

Podczas drze­mek Leona nigdy nie sprzą­tam. To jest czas dla mnie na odpo­czy­nek, zebra­nie myśli, plano­wa­nie, napi­cie się kawy. Ten czas jest dla mnie tak cenny, że nawet tele­fo­nów nie odbie­ram a i często nie odpi­suję na wiado­mo­ści. Nigdy nie wiadomo ile czasu potrwa taka drzemka. Dlatego nawet gdyby Leon zechciał spać tylko pół godziny, muszę ten czas wyko­rzy­stać na 100%. Takie łado­wa­nie bate­rii jest dla mnie najlep­szym kopem moty­wa­cyj­nym i często pozwala lepiej funk­cjo­no­wać w ciągu dnia.

Mam to szczę­ście, że mój mąż kończy pracę bardzo wcze­śnie i nie muszę spie­szyć się z niczym. Odchodzi mi goto­wa­nie obiadu, który przy­go­to­wuję wcze­śniej i czeka na podgrza­nie w lodówce. Jeśli chodzi o sprzą­ta­nie to zawsze ogar­niam dom kiedy Leon się budzi. Wsadzam go w chodak (wiem, specja­li­ści nie pole­cają, ale nam bardzo pomaga i nie zauwa­ży­li­śmy nic złego w sposo­bie chodze­nia Leo) włączam odku­rzacz i sprzą­tamy. Leon oczy­wi­ście pomaga‐ chodzi za mną i odku­rza­czem i się przy­gląda:)

Nie muszę być perfek­cyjną panią domu pod każdym wzglę­dem i nieraz obla­ła­bym test białej ręka­wiczki, ale uwierz­cie mi na słowo, czasami warto olać ście­ra­nie kurzu, a zamiast tego usiąść, napa­wać się ciszą i delek­to­wać kawą.

Ostatnio położna zapy­tała mnie czy nie czuję się samotna samam z dziec­kiem w domu. Nie, nie czuję się samotna. Jestem szczę­śliwa kiedy mam czas dla siebie, Leon śpi a ja się reali­zuję, piszę. Dla mnie nie ma nic bardziej odprę­ża­ją­cego niż to, że mogę robić to co kocham. Może uzna­cie mnie za aspo­łeczną, ale nie wyobra­żam sobie wizyt sąsiadki na kawę podczas drzemki małego, albo spotkań z innymi mamami w czasie gdy Leon akurat ma iść spać (niestety te spotka­nia odby­wają się między 8 – 11). Bardzo sobie cenię czas z samą sobą i nie oddam go tak łatwo.

Dlaczego o tym piszę ? Bo to jest ważne aby mama była szczę­śliwa. Kiedy jestem zado­wo­lona z tego co udało mi się w ciagu dnia zrobić, inaczej podcho­dzę do innych obowiąz­ków. Sprzątanie mnie nie dener­wuje, zabawa z Leonem to czysta przy­jem­ność i nie dryfuję w myślach po blogu, rozmowa z mężem jest tak wspa­niała, że chcia­ła­bym tak siedzieć i siedzieć bez końca. Jestem po prostu szczę­śliwa. Jeszcze muszę to dokład­niej wytłu­ma­czyć położ­nej, bo mój mąż palnął : ‘Moni ma Instagrama, nie musi spoty­kać się z ludźmi w realu’. Jak myśli­cie, wyszłam na uzależ­nioną od Insta matkę?:)

Ściskam mocno, Moni:*

Photo by Liana Mikah on Unsplash edited by Moni

Witaj mój drogi Czytelniku:* Cieszę się, że prze­brną­łeś przez lawinę liter. Jeśli spodo­bał Ci się ten tekst, podziel się nim z przy­ja­cie­lem. Może i jego zain­spi­ruje. Możesz odwie­dzić mój mały, kwadra­towy świat @moni.leoni tutaj jest mnie najwię­cej. Jeśli lubisz kolor różowy, będziesz zachwy­cony:) Ściskam mocno, Moni:*

Może Ci się spodobać

Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie. Zgoda